Poranek z panoramą wulkanu Bromo to bez wątpienia jeden z naszych ulubionych widoków, jakie zobaczyliśmy podczas półrocznej podróży po Azji Południowo-Wschodniej. Miejsce jest jednak bardzo turystyczne. Cała wioska Cemorolawang żyje z organizacji jeepowych wycieczek na wschód słońca i krater wulkanu. Są to dość kosztowne wyprawy, szczególnie jak na standardy podróży po Indonezji. Mało kto wie jednak, że istnieje możliwość zobaczenia Bromo na własną rękę, bez korzystania z jeepów i bez płacenia pełnej opłaty za wstęp do parku. Standardowy bilet kosztuje 220 000 IDR (ok. 50 zł) w tygodniu i 310 000 IDR (ok. 70 zł) w weekend, co przy dłuższej podróży może być sporą kwotą. Tym razem zdecydowaliśmy się nie płacić i nie mieliśmy z tym większego problemu. W trakcie półrocznej podróży zdarzało nam się już wydawać pieniądze na atrakcje, które w naszej opinii mogłyby być dostępne za darmo, więc uznaliśmy, że raz możemy zrobić wyjątek w drugą stronę.
Z tego wpisu dowiesz się jak zorganizować zwiedzanie wulkanu Bromo bez opłat, na własną rękę.
JAK DOJECHAĆ DO CEMOROLAWANG?
Z Malang do Cemorolawang dojechaliśmy prywatnym transportem, ponieważ w tym regionie działa dość dobrze znana mafia taksówkowa. Z relacji innych podróżników wynikało, że kierowcy potrafią być natarczywi, a czasem nawet agresywni. Nie zawożą pod wskazany nocleg, tylko pod swoje wybrane hostele i w ten sposób próbują wymuszać rezerwacje. Transport publiczny teoretycznie istnieje, ale w praktyce jest mocno nieprzewidywalny. Busy z Probolinggo ruszają dopiero wtedy, gdy zbiorą pełny komplet pasażerów, więc oczekiwanie może trwać nawet kilka godzin. Nam zależało na czasie, dlatego zdecydowaliśmy się na prywatny przejazd. Standardowa cena takiego kursu to około 850 000 IDR, jednak my dogadaliśmy się na przejazd późniejszym popołudniem i udało nam się zejść do 450 000 IDR (ok. 115 zł) za 100 km drogi. Jeżeli będziesz kiedyś tu szukał transportu to możesz się odezwać na Instagramie do @randazakariya, polecanko od nas.
NOCLEG W CEMOROLAWANG
Nocleg znaleźliśmy przez Booking. Nazwy hostelu niestety już nie pamiętamy, ale z tego co kojarzymy, opcji w Cemorolawang było całkiem sporo. Rezerwowaliśmy go z dnia na dzień, bez wyprzedzenia. Nasz kosztował 43 zł za osobę za dobę. Wybraliśmy najtańszy dostępny hostel, bo potrzebowaliśmy tylko kilku godzin snu i miejsca, gdzie bezpiecznie zostawimy plecaki przed wyprawą na Bromo.
PUNKT WIDOKOWY KING KONG HILL
Po zaledwie 4 godzinach snu, o 3:00 w nocy byliśmy już w drodze na punkt widokowy King Kong Hill, z którego planowaliśmy zobaczyć wschód słońca na tle trzech wulkanów. Przed nami było około 4 km marszu w całkowitej ciemności, a drogę oświetlały nam jedynie czołówki. Szliśmy praktycznie sami. Byliśmy jedynymi osobami, które zdecydowały się pokonać tę trasę pieszo. Co chwilę mijały nas jeepy wypełnione turystami, jadące w stronę punktu widokowego. Na miejscu szybko zrobiło się tłoczno. Ludzi przybywało z każdej strony, gwar narastał, a spokojna atmosfera gdzieś zniknęła. Mimo to sam moment wschodu słońca i widok wulkanów wynagrodził cały wysiłek. Z każdą minutą robiło się coraz jaśniej, a około 5:00 zaczęły pojawiać się pierwsze kolory na niebie.
Około 7:00 zaczęliśmy schodzić z King Kong Hill i ruszyliśmy w stronę miasteczka. Po wczesnej pobudce i kilku kilometrach marszu byliśmy już trochę zmęczeni, a dodatkowo zaczynał nas gonić czas. O 10:00 mieliśmy transport na kolejny wulkan. Do przejścia mieliśmy tę samą trasę, dlatego skusiliśmy się na podwózkę. Po drodze bez problemu znaleźliśmy lokalnych kierowców oferujących przejazd na motorach. Zapłaciliśmy około 12 zł za osobę i była to świetna decyzja. Dzięki temu zaoszczędziliśmy sporo czasu i energii, co przy tak intensywnym poranku miało duże znaczenie.
TAJNA ŚCIEŻKA NA WULKAN BROMO
Po powrocie do Cemorolawang ruszyliśmy na tajną ścieżkę, zaczynającą się przy hotelu Camara Indah Hotel (łatwo znaleźć ją na maps.me). Najpierw zeszliśmy w dół ok. 10 minut leśną drogą, a potem przez mniej więcej pół godziny szliśmy przez wulkaniczną kalderę. Ten odcinek zrobił na nas ogromne wrażenie. Szara ziemia, unoszący się pył, ogromna, pusta przestrzeń i odgłosy wulkanów w oddali. Wszystko razem przypominało krajobraz z innej planety. Co jakiś czas przejeżdżały jeepy, a poza nami nie spotkaliśmy nikogo, kto zdecydowałby się iść pieszo. Dopiero bliżej krateru zaczęło pojawiać się więcej turystów.
TREKKING NA WULKAN BROMO
Po dotarciu do podnóża wulkanu zaczyna się bardziej wymagający fragment. Podejście trwa ok. 40 minut. Ostatni odcinek tworzą strome, kamienne schody pokryte popiołem. Stopnie są nierówne i momentami śliskie. Tam też zobaczyliśmy konie wykorzystywane do wwożenia ludzi wyżej. Widok był trudny do zignorowania. Wiele z nich było w złym stanie, z widocznymi ranami, część nawet nienaturalnie pofarbowana na różowo i niebiesko. Wejście dla człowieka nie jest aż tak wymagające, więc tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego wciąż się z tego korzysta. Jeśli możemy Ci coś zasugerować – naprawdę odpuść tę opcję. Gdy w końcu dotarliśmy na górę, pierwsza myśl była prosta – wow! Krater jest ogromny i dopiero stojąc na jego krawędzi, w pełni czuć jego skalę. Z wnętrza wydobywa się dym i charakterystyczne, dudniące dźwięki.
PRZYDATNE WSKAZÓWKI
Nad ranem temperatura spada nawet do około 10°C, więc koniecznie zabierz ze sobą ciepłe ubrania. Przydadzą się szczególnie podczas oczekiwania na wschód słońca. W ciągu dnia robi się już zdecydowanie cieplej, ale poranki potrafią być naprawdę chłodne.
Bardzo polecamy latarkę czołową. Dzięki niej masz wolne ręce, co jest dużym ułatwieniem podczas marszu w ciemności, a jednocześnie dobrze widzisz drogę.
Zaopatrz się w wodę i przekąski, które bez problemu kupisz w małych sklepikach w Cemorolawang.
Nie zapomnij o odpowiednim obuwiu. Szlaki są momentami strome, kamieniste i pokryte pyłem wulkanicznym, dlatego najlepiej sprawdzą się wygodne buty trekkingowe lub sportowe.